Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… A nie! Za ścianą mojej sypialni mieszkania, w którym kiedyś mieszkałam, działy się rzeczy, które dzieją się w wielu miejscach w Polsce i na świecie. Dzieją się nam, kobietom. Dzieją się wbrew nam, ale też często za naszym przyzwoleniem. Ale do rzeczy…

Moimi sąsiadami była rodzina, ona, on i dwójka dzieci (dziewczynki). Niby normalna rodzina, na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało, że może być w niej coś „nadzwyczajnego”.

Ona pracowała, zajmowała się dziećmi, gotowała, sprzątała, robiła zakupy. Idealna matka i żona, miła w kontaktach z sąsiadami, uśmiechnięta. On całkiem normalny facet, chociaż… no właśnie, czym jest ta „norma”? Bo wydaje się, że często mamy złe wzorce, jesteśmy zbyt elastyczni i zbyt tolerancyjny. Ta ich normalność kończyła się wraz z jego powrotem do domu. Pracując w domu, często słyszałam podniesione głosy za ścianą, niby nic takiego, ale trochę mnie to denerwowało. Zakładałam słuchawki i pracowałam. Niestety z czasem te podniesione głosy stały się krzykami. Jego pokrzykiwania i przekleństwa, jej krzyk przerażenia, krzyki dziewczynek. Czasami wyraźnie było słychać jak do niej krzyczał „Ty kretynko”, „wyrzucę Cię za drzwi”, „Ty głupia szmato”. I znów na klatce widziałam jej uśmiech, jego „dzień dobry” – normalna, przeciętna, polska rodzina? Pewnie chodzą w niedzielę do Kościoła, pewnie mają przyjaciół, znajomych. Pewnie jeżdżą razem na wakacje. Pewnie się kochają?

Im dłużej ta sytuacja trwała, tym bardziej zaczynałam się męczyć. Zastanawiałam się, co jest nie tak. Dlaczego ona daje się tak traktować? Czemu nic nie robi? Gość przecież terroryzował całą rodzinę. Co ja powinnam zrobić? Może z nią porozmawiać? A może to gdzieś zgłosić?

No i przyszedł taki dzień, a właściwie wieczór. Byłam już w łóżku, czytałam książkę. W pewnym momencie było słychać jakieś szarpanie za ścianą, później krzyki, jego przekleństwa, jej przerażony krzyk, błagalne krzyki dzieci. Trzaśniecie drzwiami… Cisza…

Siedziałam cała przerażona, po policzkach leciały mi łzy. Wiedziałam, że doszło do rękoczynów. Wszystko działo się bardzo szybko. Słychać było płacz kobiety i dziewczynek. Nie wytrzymałam, zadzwoniłam na Policję, podałam wszystkie szczegóły, swoje dane. Być może ona nie chciała mojej pomocy, ale ja poniekąd również brałam udział w tych awanturach. Byłam stroną bierną, która nie mogła dłużej pozwolić na przemoc. Koniec z tym! Zgłaszałam później każdą awanturę na Policji, zawsze przyjeżdżali do nich.

Jak się skończyła ta historia? Nie wiem, już tam nie mieszkam. Wiem, że inni sąsiedzi w zeznaniach potwierdzali co się tam działo. Wiem, że policja założyła jemu „niebieską kartę”.

Wiem też, że jeden człowiek zniewolił aż 4 kobiety. Ją – matkę, żonę, je – córki i mnie, za ścianą. Wychodziłam na klatkę przerażona. Wracając do domu miałam nadzieję, że go nie spotkam po drodze. Nie chciałam jego „dzień dobry”, bałam się, że napluję mu w twarz. Codziennie wzrastała we mnie nienawiść do człowieka, którego nawet nie znałam.

Ile jest takich sytuacji wokoło nas? Ile razy udajemy, że nic się nie dzieje? A może to dotyczy Ciebie? Może to w Twoim domu dzieją się takie rzeczy? Może to właśnie Ty jesteś zniewolona? Przez męża, partnera czy sąsiada za ścianą. A przecież droga do szczęścia nie jest aż tak skomplikowana. Przecież mamy wokoło siebie znajomych, przyjaciół, rodzinę. Może warto szukać pomocy, nie dać się zastraszyć, nie dać się zniewolić. Każda z nas zasługuje na szacunek, partnerskie traktowanie i szczęście. Rozejrzyj się wokoło siebie i jeśli widzisz takie problemy, napisz do mnie. Razem znajdziemy rozwiązanie!