Moje życie bywa różne, wypełnia je paleta barw od wściekłego różu, kiedy mam ochotę góry przenosić, do ciemnej i głębokiej jak nie powiem co, czerni. I nie, nie wynika to z rozchwiania emocjonalnego, tu mam już wszystko poukładane jak kubki w szafce z uchem w tym samym kierunku. Po prostu czasem bywa tak, że życie pisze swój scenariusz i nie pyta o zdanie. Bierze pióro, zamacza w kałamarzu i zostawia kleksy atramentu na mojej starannie zaplanowanej, czystej kartce. Nie zmyję ich, to wiem, ale pytanie czy mogę je jakoś ominąć i na pozostałej przestrzeni pisać dalej swoją historię?

Jeśli powiem Ci, że wszystko zależy od podejścia, to na początku zapewne mnie wyśmiejesz. „Takiej to się łatwo mówi”, „masz wszystko co chcesz, jesteś zdrowa, nic nie wiesz o problemach”, „to nie jest takie proste”, „ale zobacz, jak mi źle, nie mam już wyjścia z tej sytuacji”. I jasne, doskonale Cię rozumiem, sama miewałam takie myśli, kiedy naprawdę było już kiepsko. Ale jeśli spróbujesz patrzeć na szklankę z wodą jako do połowy pełną, a nie pustą, może łatwiej będzie jednak poszukać pozytywnych i dodatkowych stron w sytuacji, która wydaje się być bez wyjścia?

Nie jestem psychologiem, ale życie dało mi popalić już wiele razy, więc podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami, dzięki którym dzisiaj jest mi o wiele łatwiej i przyjemniej funkcjonować. Pracuję też na co dzień z kobietami i oprócz tego, że jestem ich trenerką, staram się być dla nich również wsparciem. I bez porównywania się, każdy ma swój punkt widzenia. Dla mnie coś, co jest ogromnym problemem może wydawać się dla kogoś innego błahostką, i odwrotnie. Każdy z nas zmaga się ze swoimi demonami. Nazwę je tak na potrzeby tego tekstu. Demony przybierają różne oblicza. Raz są nieumytymi naczyniami, raz kłótnią z facetem, problemami z dzieckiem, niezrealizowanymi planami, a innym razem swoją chorobą lub chorobą kogoś bliskiego. Bywa i tak, że budząc się rano, widzisz całe stado zajadłych czortów, które tylko czekają na pierwsze Twoje potknięcie, a reszta poleci już jak domek z kart, psując Twój nastrój minuta po minucie. A kładąc się spać masz wrażenie, że nie jesteś w stanie tej talii już pozbierać. Pytanie tylko czy chcesz się na niej położyć i czekać aż wydarzy się cud i może coś się w życiu zmieni, czy jednak warto wstać i każdego dnia układać swoje karty na nowo, bo każdy najmniejszy sukces jednak cieszy, nawet jeśli nie jest to to, czego chcesz w stu procentach?

Zdecydowanie warto! Dlaczego? Bo jeśliby przyjąć, że wszystko jest do kitu, nic się nie układa, nie ma wyjścia z sytuacji i w ogóle to cały świat jest przeciwko nam, to wtedy koło się zamyka. I rzeczywiście, można wtedy załamać ręce. A jeśliby spróbować zakasać rękawy i ogarnąć codziennie chociaż moment, który nas uszczęśliwi to wtedy już jest perpetuum mobile. Jeden mały sukces będzie powodował, że nasz nastrój się poprawi. A co za tym idzie, chce się tego więcej, prawda? Skoro już udało mi się nie denerwować na te brudne naczynia, to spożytkuję tę pozytywną energię na coś, co powoli będzie mnie wyciągało z tego koła zamachowego. Dzień po dniu i krok po kroku. Zmiana w myśleniu nie następuje od razu. Można sobie wmówić, że wszystko jest piękne, że w sumie to ten problem nie jest problemem, założyć różowe okulary i iść przed świat. To zadziała, ale na krótko.

Każdy z nas potrzebuje bodźców do zmiany swojego nastroju. Dlatego tak ważne dla mnie jest to, żeby dostarczać ich sobie każdego dnia i pozwolić sobie zauważyć to, co mi wychodzi, daje radość i motywację. A jak to robię? Następująco. Jeśli zaplanuję dwie rzeczy i jedna z nich mi nie wyjdzie, to nie siedzę i nie roztrząsam. Bo… wyszła mi za to ta druga rzecz i to ona mnie napędza. A jeśli już coś naprawdę rąbnie tak, że wyskakuję z butów, wtedy za wszelką cenę szukam dobrej strony. Czyli mamy tu dokładnie przykład szklanki do połowy pełnej lub pustej. To, czy mam pozytywne nastawienie do życia, wynika z moich myśli. Kieruję nimi tak, żeby na końcu rachunek wyszedł na plus. Skupiam się na tym, co pozwala mi iść dalej, co daje mi energię i cel, uśmiech i szczęście, siłę i spokój. I po to to robię, żeby korzystać z życia jak tylko się da, bo jest naprawdę wyjątkowe! Polecam!